Expact life Travels

# w poszukiwaniu siebie

Ostatnio wiele myślałam o tym, by podzielić się swoją historią. Wyjaśnić jak znalazłam się w Barcelonie. Zwykle udzielałam jak najprostszej i banalnej odpowiedzi. Nie wgłębiając się w szczegóły tak zawiłej i trudnej decyzji. Możliwe, że dopiero teraz dojrzałam do tego, by móc ubrać w słowa moje motywy. Być szczera z samą sobą.Zacznę od tego, że nigdy nie myślałam o tym, by wyjechać za granicę. Zawsze lubiłam podróżować. Jednak najbardziej cieszyły mnie powroty do rodzinnego domu.Co najśmieszniejsze po moim pobycie w Indiach, zarzekałam się, że skończyłam z zagranicznymi wyjazdami. Tej obietnicy udało mi się dotrzymać przez rok. Rzeczywiście następne wakacje spędziłam w Polsce. Mając poczucie, że osiągnęłam pełnie szczęścia. Wracałam do świeżo wyremontowanego domu. Prowadziłam program aktywizacji społeczności lokalnej. Wolne chwile spędzałam w stajni. Nie wiem dokładnie kiedy to wszystko przestało być wystarczające. W końcu spełniałam swoje marzenia. Jeszcze na jesień nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Zaczynałam wtedy prowadzić świetlicę środowiskową i rozpoczęłam specjalizację w kierunku, który od zawsze wzbudzał moje zainteresowanie. Z drugiej strony coraz częściej coś we mnie pękało.

Budziłam się patrząc na doskonałą, białą sypialnię i czułam pustkę. Coraz częściej nie spałam w nocy zastanawiając się, czy rzeczywiście tak będzie wyglądała cała reszta moje życia. Zamykałam się coraz bardziej w sobie z nikim o tym nie rozmawiając. Zrezygnowałam z dzierżawy konia i sprzedałam większość sprzętu jeździeckiego. Wycofałam się z prowadzonych projektów i przez krótki okres intensywnie szukałam zmian. Licząc na to, że po prostu dopadł mnie kryzys związany z końcem studiów. Postawiłam na drobne zmiany. Powróciłam do baletu, więcej odwiedzałam rodzinną miejscowość, ścięłam włosy. Oczywiście nic się nie zmieniło.

Skończyłam studia z wyróżnieniem. Czekało na mnie wiele atrakcyjnych ofert pracy. Wiedziałam, że mogę dalej rozwijać się na uczelni. Każdy mi powtarzał, że to właśnie powinnam robić. Wciąż towarzyszyła mi niepewność i strach. Miałam dwadzieścia dwa lata i do bólu poukładane życie. Łącznie z narzeczonym, wspólnym mieszkaniem i świadomością, że tak właściwie mogłoby wyglądać moje życie. Dom na przedmieściach, spokojna praca w NGO, popołudniu zajęcia taneczne. Weekendowe wyjazdy. Odwiedziny u rodziców. Perspektywa zakupu samochodu. Planowanie ślubu. Pierwsze dziecko. Może spełnienie innych marzeń.

Nic z tego nie wyszło.Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że im więcej zyskuje, tym więcej z drugiej strony tracę. Postanowiłam początkowo wyjechać na wakacje pracując jako wolontariusz za granicą. Okazało się, że spędzę sześć miesięcy w Hiszpanii. Europejski wolontariat, możliwość zdobycia doświadczenia. Odpoczynek. Gap year.  Właściwie to warto zaznaczyć, że w pewien sposób zadecydował za mnie los. Pewnego  popołudnia przeglądałam oferty zagranicznych staży. Gdy natrafiłam na ofertę EVS w Estremadurze. Pomyślałam, że nic nie zaszkodzi, gdy wyślę swoje CV. Nie doczytałam, że jest to wyjazd na pół roku. Zadzwonili do mnie następnego dnia. Zgodziłam się na wyjazd. W pośpiechu. Tuż przed seminarium dyplomowym. Nie wiedząc jak mam powiedzieć o tym moim bliskim. Później dowiedziałam się, że zwykle na taką okazję niektóre osoby czekają latami.

# expat life

„Był to układ, który zawarłam sama ze sobą wiele miesięcy wcześniej, i jedyna rzecz, która pozwalała mi samotnie podróżować. Wiedziałam, ze jeśli pozwolę, by opanował mnie strach, moja podróż będzie skazana na porażkę. Strach w znacznym stopniu rodzi się z tego, co sami sobie wmówimy. Postanowiłam zatem wmówić sobie coś innego, niż zwykle opowiada się kobietom. Zdecydowałam, że jestem bezpieczna. Jestem silna. Jestem dzielna. Nic mnie nie pokona”. Cheryl Strayed

Spędziłam sześć miesięcy w małej miejscowości w Estremadurze. Z kilkoma innymi wolontariuszami. Dosłownie odcięta od świata uczyłam się jak żyć od nowa. Odkrywając siebie oraz ciesząc się prostotą codzienności. Wszystko oczywiście było podszyte dużą dozą strachu i niepewności. W końcu moi znajomi już zaczęli staże/pracę/studia magisterskie. A ja? Tkwię w zawieszeniu. Tak myślałam, ponieważ tak nauczono mnie myśleć. Całe szczęście, że mam wspaniałych, wspierających mnie rodziców. Szanują moje decyzje i zawsze udzielają mi niezbędnego wsparcia. Tak stało się także w grudniu, gdy postanowiłam zmienić wszystko. Zakończyłam wieloletni związek, spakowałam swoją walizkę i przeprowadziłam się do Barcelony.

Mój dyplom z wyróżnieniem i wszystkie certyfikaty leżą zakurzone. Nie mam już konia w stajni. Własnej garderoby, czy sypialni z katalogu Ikea. Niczego jednak nie żałuję. Podczas tych dwóch lat zrobiłam dla siebie więcej niż przez okres ostatnich czterech lat.

#po prostu ruszyłam naprzód

Poznałam swoje słabości i mocne strony. Mam fantastycznych przyjaciół i masę cennych doświadczeń. W końcu dobrze się czuję sama ze sobą. Nie boję się samotności. Wierzę w siebie i w to, że mam świetne życie. Codziennie robię coś dla siebie. Poznałam wspaniałego mężczyznę. Rozpoczęłam zupełnie inne życie. Dalekie od moich poprzednich wyobrażeń, lecz dużo bardziej satysfakcjonujące.

# odkryłam siebie

Nawet nie jestem w stanie wymienić tych wszystkich rzeczy, które odkryłam w sobie na przestrzeni tych ostatnich dwóch lat. Nie podejrzewałam, że będę tak zdeterminowana o to, by walczyć o swoje. Nie sądziłam, że mogę samotnie podróżować. Nauczyć się nowego języka. Wybuchnęłabym śmiechem, gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że będę pracować jako modelka, gotować wegetariańskie dania i robić te wszystkie szalone rzeczy. Codziennie tracąc głowę dla codzienności, która mnie otacza.

Przestały definiować mnie rzeczy, które posiadam. Zaczęłam definiować samą siebie.

Zaakceptowałam to kim jestem. Ty także to zrób. Rozwijaj się. W kierunku, który odpowiada Tobie. Nie społecznym oczekiwaniom, czy stereotypowym pojęciem sukcesu. Zrób coś dla siebie. Najlepiej zacznij już dzisiaj.

 

You Might Also Like

  • Przede wszystkim gratuluję odwagi, bo niesamowicie odważna dziewczyna z Ciebie! Bardzo fajnie, że opisalaś swoją historię, sama często zastanawiałam się skąd Barcelona, czytając Twojego bloga. Najważniejsze to być szczęśliwym- dla mnie oznacza to taką codzienność jak Twoja przed wyjazdem- dom, praca, rodzina, poukładane życie i poukładana codzienność, ale podziwiam takich pozytywnych „szaleńców”! :-)

    • Właściwie to mam wrażenie, że moje życie stało się bardziej poukładane niż wcześniej. Jest to wręcz zadziwiające, ale zdecydowanie przeważa w nim rutyna. Mimo wszystko w tym wydaniu, które składa się z satysfakcji i radości. Dziękuję Słońce!

      • W słonecznej Barcelonie nie może być inaczej! Pozdrawiam! :-)

  • Tym wpisem oderwałaś mnie od nauki. Czuję się trochę tak, jakbym szła właśnie Twoją drogą, tylko jestem młodsza, więc naturalnie idę z lekkim opóźnieniem. Jakiś czas temu zaczęłam porzucać po kolei, stopniowo elementy życia, którego nigdy nie chciałam mieć, a w którym gdzieś po drodze się zapętliłam. Ciągle podejmuję dziwne dla niektórych decyzje, bo totalnie niezgodne ze stereotypami – dokładnie tak, jak napisałaś. Mimo wszystko czuję, że podążam we właściwym kierunku, że tam gdzieś jest moje miejsce – jak Twoja Barcelona. :)

    • Myślę, że właśnie najważniejsza jest ta świadomość w podążaniu we właściwym kierunku :) Mogę tylko życzyć wytrwałości i pogratulować. W końcu nie wiele osób jest tak świadoma swoich potrzeb. Zwłaszcza w tak młodym wieku.

  • Inspirujesz, nawet nie masz pojęcia jak bardzo. A wraz z inspiracją idzie motywacja do działania. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak trudne musiały być to dla Ciebie decyzje, wspominałaś kiedyś o jeździectwie, domyślam się, że sama rezygnacja z tego obszaru, sprzedaż sprzętu, zaprzestanie dzierżawy konia, już musiały być cholernie trudne, nie mówiąc o całej reszcie. Ale ludzie bardzo często przywiązują się najsilniej do właśnie takich małych elementów życia, nie mieszkania, nie pracy, ale właśnie części, które definiują to, kim jesteśmy. Gratuluję Ci odwagi, a jednocześnie rozwagi, bo wszystko co zrobiłaś, zdaje się, jakbyś robiła powoli, systematycznie wdrażając zmiany, oczywiście kończąc tą największą. Dagmara, mam szczerą nadzieję, że choć trochę uda mi się pójść w Twoje ślady, bo opisałaś dokładnie to, z czym ja teraz walczę.

    • Masz rację. Co więcej po tym jak Tobie odpisałam, doszłam do wniosku, że tak naprawdę to właśnie to stanowiło ten najtrudniejszy element. Jazda konna, taniec, studia, praca- to było całe moje życie. Pozbawiona tego czułam się dosłownie obnażona. Wcześniej nawet nie musiałam się zastanawiać nad tym kim jestem. Wpisywałam się w poszczególne role.Rezygnacja z tego była trudna, lecz na krótki czas niezbędna. Skupiłam się na ogólnym esencjaliźmie. Dochodząc do wniosku, że jeszcze powrócę do tych pasji. Oczywiście w między czasie odkryłam te nowe.

      Dziękuję Kochana. Nie jestem w stanie opisać w jaki sposób podbudowały mnie Twoje słowa. Nie przypuszczałam, że rzeczywiście może być to inspirujące i w dodatku motywujące. Trzymam mocno kciuki za Twoją walkę i zmiany. Mogę tylko napisać, że warto chociaż spróbować.

  • Ale się cieszę, że trafiłam na twój wpis. We wtorek wróciłam z tygodniowego pobytu w Barcelonie i moje marzenie o zamieszkaniu tam tylko wzmogło na sile.

    • Mam nadzieję, że podzielisz się swoimi wrażeniami! Niestety rozpoczęcie życia w Barcelonie nie jest łatwe, ale mój przykład dowodzi, że na pewnie nie jest niemożliwe :)

  • Powtórzę innych, ale to prawda, więc muszę: Gratuluję odwagi! Zostawić wszystko na pewno nie jest łatwo, tym bardziej, że czeka nas wówczas nieznane. Przygoda, przygodą, ale czasem każdy chce się poczuć po prostu bezpiecznie. Super, że udało Ci się to osiągnąć! Ja mam wrażenie, że u mnie było zupełnie odwrotnie – wszyscy mi mówili, że nie uda mi się pogodzić wszystkiego co lubię robić w dorosłym życiu, a okazuje się, że radzę sobie z tym całkiem nieźle. :)

    • Dziękuję! Z perspektywy czasu mogę śmiało napisać, że tej odwagi wielokrotnie mi zabrakło. Nauczyłam się natomiast cierpliwości. Wiedziałam, że znów się pojawi. Opłaciło się. Chociaż zabrało mi to trochę czasu. Teraz z ekscytacją czekam na to co przyniesie przyszłość! Bardzo się cieszę, że Tobie także udało się postawić na samorealizację. Gratuluję i mam nadzieję, że napiszesz o tym coś więcej na swoim blogu :)

  • Aga Denis

    Super wpis! Gratuluję odwagi :) Ja też na przekór wszystkim wyjechałam na studia do Danii, nigdy nie myślałam, że mając 19 lat pojadę sama samochodem zagranicę, w nieznane. Znajomi w Polsce kończyli studia, dostawali się na staże a ja jeździłam na kolejne wymiany studenckie. Poszłam inną drogą niż wszyscy, ale niczego nie żałuję :) Uwielbiam czytać Twojego bloga, pozdrawiam serdecznie!

    • Aga bardzo dziękuję! Wspaniale jest przeczytać takie słowa. Cieszę się, że Ty także postanowiłaś realizować swoje zamiary! Mój przyjaciel także wyjechał na studia do Danii :) Wyobrażam sobie, że wymiany studenckie musiały być fantastycznym przeżyciem ;)

  • Kochana, świetna historia, fajnie że się jednak zdecydowałaś podzielić z nami. Bardzo Cię podziwiam, że postanowiłaś zamknąć za sobą drzwi i zacząć wszystko od początku. Często jest tak, że ludzie żyja w jakis określony sposób,bo tego oczekuje od nich rodzina, przyjaciele i społeczeństwo. Fajnie, że się wyrwałaś z tego stereotypowego życia i postanowiłaś pójść za marzeniami:). Ja też staram się podążać za moim, czasem jest łatwiej, czasem trudniej ale staram się nie odpuszczać:).

    • Dziękuję! Marzenia powinny odgrywać priorytetową rolę w naszej codzienności. Nie możemy pozwolić na ich utratę na rzecz codzienności, która nie przynosi nam satysfakcji.

  • I nagle zabrakło mi słów bo zrozumiałam, że sama żyję w jakimś zawieszeniu. Niby walczę o marzenia, ale brakuje mi wiary w ich spełnianie. Niby idę drogą, która jest dla innych niezrozumiała, choć trafniej można by to określić na „zazdrość”, a jednak nie potrafię się odnaleźć. Musze popracować nad tą wiarą w siebie, jej brak spycha mnie w kąt każąc nie wychylać się bo i tak nic nie umiem. Taki głupi głos w głowie.

    • Pamiętam, że długo nie mogłam pozbyć się negatywnego myślenia. Dotyczącego, że nie potrafię sobie poradzić, nic nie umiem, wszystko zepsułam. Z czasem one same zniknęły. Może nauczyłam się wierzyć w siebie. Wiem, że po prostu skupiałam się na tym co jest teraz. Za każdym razem skupiając się na tym co lubię w samej sobie i powtarzając, że mogę wszystko.

  • Wydarzenia z Twojego życia bardzo inspirują, dzięki Tobie człowiek naprawdę może pomyśleć, że wszystko jest możliwe ;) Ja ostatnio też postanowiłam spełniać swoje marzenia, jednym z nich jest własne mieszkanie i do tego teraz dążymy.
    PS. Napisałam do Ciebie maila. Nie wiem czy odebrałaś. Będę wdzięczna za odpowiedź ;)

    • Trzymam kciuki za realizację wszystkich zamierzeń :) Na maila już odpisałam :)

  • Kilkukrotnie, czytając Twoje posty, zastanawiałam się skąd wzięłaś się w Barcelonie. Oczywiście, głupio było mi zapytać o to wprost, więc tym bardziej się cieszę, że się tym podzieliłaś z czytelnikami, choć domyślam się, że nie jest łatwo pisać o tak osobistych przeżyciach.
    Dzięki swojej historii przeniosłaś mnie do zupełnie innego świata. Pokazałaś jak silną i odważną kobietą jesteś. Nie chodzi już nawet o Twoje zagraniczne przygody czy porzucenie swojego dotychczasowego życia, ale o to, że odnalazłaś samą siebie i taką się zaakceptowałaś. Uwielbiam, kiedy ktoś otwarcie mówi o tym, że niczego nie żałuje. Chciałabym wziąć z Ciebie przykład i być kiedyś w takim miejscu swojego życia, jak Ty teraz. Gratuluję Ci z całego serca.

  • Gratulacje! Piękna historia. To cudowne, że zrobiłaś dla siebie tak wiele rzeczy, bo nikt inny dla Ciebie by tego nie zrobił. Ludzie lubią mówić co mamy zrobić, jak się zachować w tej czy innej sytuacji, ale przecież nikt życia za Ciebie nie przeżyje. Cieszę się, że dobrze się teraz czujesz. :)

    • Miałam to szczęście, że większość bliskich osób wspierała mnie w mojej decyzji. Dodatkowo motywując i dodając odwagi :)

      Dziękuję!

  • Zauroczyłaś mnie tym wpisem. Gratuluję Tobie z całego serca, że w porę zrozumiałaś jak istotne jest odkrycie własnej indywidualności, poznanie swoich potrzeb – zwłaszcza wtedy, gdy odbiegają one od ogólnie przyjętego schematu. Cieszy mnie Twoje szczęście, naprawdę! <3.

    • Dziękuję Słońce! Nie ukrywam, że wciąż ją odkrywam, budując swoją tożsamość. Jednak to doświadczenie zdecydowanie dało mi silną postawę do odkrycia swoich potrzeb.

  • Bardzo się cieszę, że mogłam to przeczytać :) W moich oczach jesteś naprawdę filmową kobietą, bo tylko takim zdarza się mieć konia, tańczyć w balecie czy być modelką w Barcelonie. Myślę, że jesteś za te wszystkie doświadczenia bardzo wdzięczna, ja bym była, bo wręcz Ci ich zazdroszczę :) Na europejski wolontariat zawsze chciałam wyjechać, ale zawsze wybierałam wyjazdy zarobkowe. Teraz w końcu chcę iść na studia, trochę posmakować tego młodocianego szaleństwa, którego jeszcze nie doświadczyłam lecąc przez ostatnie lata w balonie teraźniejszości i życia z dnia na dzień, raczej głównie skupionego na pieniądzach. Nie wiem, za parę lat kiedy skończę studia (27 lat i licencjat) może jeszcze będzie mi dane zrobić coś takiego. Są limity wiekowe? No i bliski mi ten tekst, bo teraz właśnie stawiam na siebie. Nie na przekonania znajomych, że szczęście to życie zagranicą, zarobki w euro, coroczne wakacje na Majorce i coroczne wizyty w Polsce skupione na wydawaniu euro w centrach handlowych. Tak nie chcę. Chcę może na razie mniej, mam trochę wyjebane teraz na materializm. Chcę w końcu znów się uczyć, moja dusza tego potrzebuje. Pisać i robić to wszystko na co do tej pory nie miałam czasu, bo myślałam, że najważniejsze są pieniądze.

    • Filmową kobietą! Cóż, można byłoby nakręcić dramat podkręcony czarnym humorem. Poza tym takie rzeczy mogą zdarzyć się każdemu! Czasem jest to kwestia przypadku. Na przykład ta cała sprawa z modelingiem. Gdy pierwszy raz mnie o to zapytano, kawa poszła mi nosem i grzecznie się zapytałam, czy przypadkiem ostatnio nie dostał skierowania do okulisty. Jestem wdzięczna za wszystkie moje doświadczenia. Chociaż nie ukrywam, że jestem też bardzo zmęczona. Ostatnie lata, miesiące były intensywne. Chyba zbyt intensywny. Teraz mam nadzieję na poszukiwanie stałości i równowagi.

      Bardzo polecam Wolontariat Europejski. To świetne doświadczenia! Nawet nie czekałabym do końca studiów. Limit wiekowy to 30 lat, o ile nic się nie zmieniło :) Cieszę się, że wiesz czego konkretnie szukasz w swoim życiu! Te plany brzmią świetnie i wierzę w to, że uda Ci się je zrealizować.

  • Całość przeczytałam na jednym oddechu! Cudnie czytać takie historie, tak pozytywne historie, które motywują i przekreślają stereotyp zmian. Zmiany są dobre, zmiany są potrzebne, zmiany owiane nutką niepewności pozwalają nam jeszcze bardziej dotknąć życia i poczuć je.
    A Tobie można pozazdrościć odwagi, nie boisz się żyć i sięgasz po to co Ci oferuje. Oby tak dalej, bo to daje Ci największe szczęście :)

    • Dziękuję! Sama nie opisałabym tego lepiej. Doskonale ujęłaś to co sądzę o zmianach :)

  • Ostatnie zdania rewelacyjnie podsumowują Twoje podejście, które jest warte naśladowania. Zgodzę się z Tobą, ważne, aby odnaleźć siebie :)

  • My LittleRedThink

    To co piszesz, jest mi dziś bardzo bliskie. Za kilka dni kończę studia. Nie do końca wiem, co chcę robić dalej. Niby jest pięknie – narzeczny, różne plany, skończone dwa kierunki i inne aktywności, więc pracę jakąś się znajdzie, jakieś oszczędności, ale…
    W zasadzie najczęśliwszą decyzję podjęłam kilka miesięcy temu – kiedy powiedziałam sobie głośno, że jednak NIE idę na doktorat. Że nie chcę zostać na uczelni. To był pierwszy, mały kroczek. Teraz muszę zrobić kolejny, tylko jeszcze nie wiem, w którą stronę…

    • Wiem, że pewnie zabrzmi to banalnie, ale po prostu wsłuchaj się w siebie. Poza tym bardzo polecam wyjazdy w stylu EVS. Nawet na miesiąc lub dwa. Często pozwalają odkryć nam prawdę o sobie. To chyba magia zmiany otoczenia i oderwania się od naszej codzienności.

  • Przecudowny i szczery wpis. Dziękuje Ci za niego, bo to ważne by realizować się bez względu na schematy. Trzymam za Ciebie kciuki żebyś zawsze dążyła do tego co dla Ciebie dobre i ważne (nie dla innych). :)

  • Choć jestem zupełnie inną osobą, niż Ty – to jednak ten czuję tu pewną wspólnotę myśli. Ludzie nauczyli funkcjonować w schematach. Sami sobie wprowadzamy ograniczenia. Cudowne, że niektórzy potrafią z tych ograniczeń się wyłamać i iść po prostu własną drogą! :) Jak fajnie przeczytać coś takiego – zrobiłam coś nowego, coś dla siebie – tak, jestem szczęśliwa :)

    • Dziękuję! To właśnie to myślenie o schematach mnie prześladowało. Poczucie, że realizuję wyobrażenia o tym jakie powinno być moje życie, a nie jakie chcę by było.

  • Piękny tekst, bardzo się cieszę, że potrafiłaś przebić się przez ramy stereotypu i posłuchałaś samej siebie. Zawsze podziwiam ludzi, którzy mają na to odwagę. Prawda jest taka, że żyjemy dla samych siebie a nie dla innych. Pewnie miałabyś życie z katalogu ale to nie było dla Ciebie. Nigdy nie przestawaj słuchać siebie ;).

    • Dziękuję! Akurat to doświadczenie szczególnie mnie nauczyły, by przede wszystkim myśleć o tym czego właściwie chcę ;)

  • Bardzo inspirujący wpis! Powinien zostać wpisany do kanonu lektur obowiązkowych.

  • Ola

    Brawo, gratuluję i bardzo Ci zazdroszczę, tak pozytywnie oczywiście :-)

  • Pingback: # dobrowolna prostota > Keep it simple.()

  • Pingback: Przegląd miesiąca #czerwiec - Mrs. Lifestyle()

  • Coś jest w tej Barcelonie, że uwalnia człowieka. Gratuluję!

  • Pingback: # Barcelona t'estimo >()

  • Pingback: # dlaczego powinieneś udać się w samotną podróż >()

  • Trafiłam do Ciebie przez przypadek i już zostanę. Chyba jestem w podobnej sytuacji życiowej, w której Ty byłaś przed wyjazdem. Zastanawiam się co dalej ze sobą zrobić. Gratuluję odwagi podążania za swoim wewnętrznym głosem.

  • Pingback: # rzeczy, które zaskoczyły mnie w Barcelonie >()

  • Niesamowity i niespotykany wpis. Piękny! Cieszę się, że znalazłaś swoje miejsce i swój świat. :)
    Sama boję się, że moja osobowość nie da mi siedzieć w jednym miejscu, bo ja ciągle chcę więcej. A im więcej „normalnych”, poukładanych rzeczy mam w życiu tym budzi się we mnie większy niepokój, strach i niezadowolenie. Mój Ukochany powtarza, że on zdaję sobie sprawę, że przyjdzie taki dzień, że ja wyfrunę w świat, a on zostanie sam (ewentualnie z dziećmi).

    • Dziękuję! :) Wbrew pozorom naprawdę można pogodzić stabilizację życiową z podróżami, a życie może być jedną, niekończącą się przygodą :) Ja natomiast z niecierpliwością czekam na jeszcze więcej Twoich podróżniczych relacji :)

  • Gratuluję odwagi:) Lubię i podziwiam ludzi, którzy potrafią sięgać po własne szczęście, nie tkwią w miejscu, potrafią zrobić krok w tył, żeby móc pójść inną drogą :)

    • Z perspektywy czasu zapewniam, że zdecydowanie warto jest podjąć takie ryzyko :)

  • Wpis, który daje powody do rozmyślań.. ;) Dopiero zaczytuję się w Twoim blogu, więc nie wiem, czy gdzieś już o tym pisałaś – powiedz, czym zajmowałaś się podczas 6-miesięcznego EVS? :)

    • Pracowałam w programie aktywności społeczności lokalnej. Także z osobami starszymi :) To naprawdę mi odpowiadało, chociaż już wtedy byłam Specjalistą Pracy Socjalnej i nie mogę powiedzieć, żebym nabyła jakoś wyjątkowo dużo nowych umiejętności. Ale wciąż uważam, że było to jedno z najbardziej pouczających doświadczeń w moim życiu :)

  • Pingback: womanatwindow.com by Dagmara Piekutowska. A personal diary of wanderlust, simple living, Barcelona and an overflowing wardrobe.()