Expact life Travels

# expat life

Expat life: różnica pomiędzy podróżowaniem, a mieszkaniem za granicą.

Zastanawialiście się czego rzeczywiście będziecie żałować? Jakie wspomnienia zostaną z Wami do samego końca? Mam nadzieję, że nigdy nie zapomnę tych wspólnych wypraw przez pustynne obszary Estremadury. Dnia w Indiach, w którym postanowiliśmy spędzić cały dzień na motocyklu tylko po to, by zobaczyć zatokę aligatorów. Ostatniego widoku Barcelony skąpanej w promieniach wschodzącego słońca. Niezwykłych konnych wypraw w moich rodzinnych rejonach.

Podróże sprawiły, że stałam się osobą, którą zawsze chciałam być. Niezależną, otwartą, świadomą. Jednak to dopiero expat life nauczył mnie dostrzegać znacznie więcej. To właśnie życie za granicą, i poznawanie nowych obszarów otaczającego mnie mnie świata, nauczyło mnie czerpać z życia pełnymi garściami. Być tu i teraz.

Od dłuższego czasu zastanawiam się dlaczego wyjazd za granicę kojarzy nam się z przymusem, bądź jedynie z chęcią poprawy sytuacji materialnej. Dlaczego nie traktujemy tego jako szansy na rozwój osobisty, proces poszukiwania siebie, poznawanie nieznanych dotąd nam kultur, naukę języka,  czy podnoszeniem kwalifikacji.

photo-1413920346627-a4389f0abd61

Obecne czasy oferują nam nieskończone możliwości podróżowania oraz mieszkania za granicą. Możemy dosłownie zwiedzić cały świat praktycznie za darmo.
Podróżowanie jest niczym kapryśny romans: ekscytujący, namiętny i przede wszystkim nieprzewidywalny. Mieszkanie za granicą pozwala nam się dokładnie zagłębić w kulturę miejsca, które wybierzemy. Poznać lokalne zwyczaje, otworzyć się na nowości. Doświadczać nieznanego. Przede wszystkim poznać samych siebie.

Nie ważne, czy nasza przygoda będzie trwała tygodniami, miesiącami, czy latami. Najważniejsze są korzyści i możliwości, które oferuje nam expact life:

# poszerzysz swoje horyzonty

Zastawialiście się jak często tkwimy w określonych schematach, które uniemożliwiają nam poznanie całkowitej prawdy o sobie? Znalezienie się w nowym miejscu daje nam nieograniczone możliwości zbudowania swojej historii na nowo. Nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła pracować jako modelka, nauczę się nowego języka, zacznę gotować i przede wszystkim nagle stanę się osobą spontaniczną. Moje życie nagle stało się zbiorem niepowtarzalnych historii, o których mogłabym opowiadać w nieskończoność.

# nowe wyzwania

Mieszkanie za granicą to szereg nowych wyzwań. To często sytuacje, które w pewien sposób nas upokarzają. Pokazując w nowym świetle nasze słabości. Jednak nic nie równa się sile, którą zyskujemy, gdy zaczniemy je przezwyciężać. Wyrobienie nowych dokumentów, pierwsza płynna rozmowa w obcym języku, znalezienie pracy, moment, w którym w końcu przestaniemy gubić się w metrze. Te wszystkie momenty tylko nas wzmacniają. Sprawiając, że niewiele rzeczy możemy określić jako te ‚niemożliwe’ lub trudne do zrealizowania.

# zaufasz sobie

Expat life  testuje naszą zaradność oraz umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Sprawia, że na nowo oswajamy się ze sobą. Akceptujemy samotność. Zaczynamy dostrzegać oparcie, które możemy odnaleźć w samych sobie. Stajemy się bardziej wyrozumiali dla naszych potrzeb. Usamodzielniamy się. W końcu to sytuacja, w której mamy tylko siebie.

photo-1429637119272-20043840c013

# zmienisz swój sposób myślenia

Wyjazd za granicę można określić jako ‚skok na głęboką wodę’. Opuszczamy naszą strefę komfortu, oddając się w ręce obcej kultury. To wszystko sprawia, że zmienia się nasz sposób myślenia oraz podejście do życia. Indie nauczyły mnie wyrozumiałości. Oderwanie od kultury europejskiej było dla mnie szokiem, ale zdecydowanie sprawiło, że stałam się jeszcze bardziej otwarta na inność. W Irlandii pozbyłam się nieśmiałości i nauczyłam się zadawać pytania. Hiszpania zdecydowanie sprawiła, że stałam się o wiele bardziej elastyczna. Nabrałam szacunku oraz dystansu do otaczającej mnie rzeczywistości.

# poznasz nową kulturę, sposób życia, nauczysz się nowego języka…

Ok, podróże naprawdę nas rozwijają. Niemniej nie zawsze umożliwiają nam dokładne poznanie miejsca, do którego się udajemy. W końcu ograniczają nas inne osoby, ramy czasowe, czy pora roku. Mieszkanie w danym mieście pozwala nam dogłębnie poznać lokalną kulturę. Przed przyjazdem do Barcelony nie miałam pojęcia, ile rzeczywiście ma do zaoferowania. Codziennie odkrywam nowe miejsca oraz zwyczaje.  Te fragmenty miasta, które zwykle pozostają niedostępne dla turystów. Zmienił się także mój styl życia. Pozbyłam się nieustannego poczucia presji i obowiązku. Zaczęłam poświęcać więcej uwagi samej sobie.

Nie przypuszczałam, że będę miała okazję do tego by stać się poliglotą. Nie ukrywam, że w szkole języki obce nigdy nie przyciągały mojej większej uwagi. Nie pamiętam nic z niemieckiego, francuskiego, a angielski traktowałam z dość dużym przymrużeniem oka. Dziś mówię biegle w trzech językach. Doskonale rozumiem kataloński. Uczę się włoskiego. Zdecydowanie właśnie ten aspekt sprawia mi największą satysfakcję.

nawiążesz nowe przyjaźnie

Nie tylko wśród lokalnej społeczności. Obcokrajowcy przyciągają siebie jak magnez. Z łatwością nawiązując wspólny język. Nie będę ukrywała, że jestem wielką przeciwniczką typowej ‚Polonii’. W Irlandii naprawdę zraziłam się do osób, które zamykają się na kulturę, w której mieszkają, ledwo władając obcym językiem. Trzymając się skrupulatnie swoich rodaków.

Expact life oferuje nam wyjątkową możliwość poznania ludzi z całego świata. Wolontariat Europejski dał mi możliwość zbudowania mojej własnej globalnej sieci. W Barcelonie poznałam osoby, które zadecydowały o tym, że na stałe postanowiłam osiedlić się w tym mieście. Nowe znajomości nie tylko poznają nam na poznanie innych kultur. Przede wszystkim sprawiają, że odległość przestaje mieć znaczenie. Przez moje mieszkanie przeplatają się goście z całego świata. Znajomi z Argentyny, Indii, Polski, Włoch. To wszystko oferuje nam swoiste poczucie jedności. Sprawiając, że dom zaczynamy definiować w kontekście osób, które nas otaczają, a nie konkretnego miejsca.


To pierwszy post z nowego cyklu Expact life. Koniecznie podzielcie się swoimi doświadczeniami! Mieliście okazję do tego, by mieszkać jakiś czas za granicą? Może planujecie podobny wyjazd?

You Might Also Like

  • Wciąż chodzi mi po głowie Camp America, ale nie ukrywam, że rozważam też wyjazd w ramach wolontariatu, przynajmniej na początek. Jednak pierwsze co, to chcę skończyć ostatni rok studiów, obronić się i dopiero po tym dać sobie szansę – w końcu dlaczego by nie, skoro pojawiają się tak rozbudowane możliwości, a nic (w moim przypadku) nie stoi na przeszkodzie dla tego typu rozwiązania (oprócz rzecz jasna – strefy komfortu). Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg cyklu :)

    • W ogóle to przypomniałam sobie, że właściwie znam kilka osób, które wyjechały na Camp America. Zawsze bardzo dobrze mówiły o tym programie! Naprawdę myślę, że wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Wyjście poza strefę komfortu jest znacznie łatwiejsze niż nam się wydaje :)

  • Niby to wszystko wiem, ale jak o tym teraz przeczytałam u Ciebie to już nie mogę się doczekać mojego wyjazdu do Włoch. :)

    • Mam nadzieję, że nie zabraknie na Twoim blogu relacji z tego wyjazdu! :)

  • Piękne! Uwielbiam czytać o tym co ludzie zyskali dzięki podróżom. Nie potrafię sobie wyobrazić, że poleciałabym na wakacje all inclusive i leżałabym na plaży przy hotelu. Dla mnie podróże to poznawanie świata, ludzi, kultury, siebie. A właśnie przez spędzenie w jakimś miejscu więcej czasu można nauczyć się bardzo wiele. Ja tak miałam właśnie z Hiszpanią. Miałam lecieć do Stanów, ale musiałam to przełożyć. Za to teraz szukam innych opcji w innych miejscach, np w Azji. Niestety muszę zostać jeszcze kilka miesięcy w Polsce zanim będę mogła odwiedzić Indonezję. Wiem jednak, że na wszystko przyjdzie pora :)
    Czekam na kolejne posty z tego cyklu! :)

    • Indonezja! To dopiero świetny kierunek. Mam nadzieję, że zdradzisz więcej szczegółów na temat planowanych podróży.

      Szczerze mówiąc także nie zdecydowałabym się na taką formę wypoczynku. Zanudziłabym się na śmierć. Ale co kto woli :)

  • Podobno nie powinno się przyznawać do zazdrości, ale wiesz, że moja wobec Ciebie jest pozytywna :). Zazdroszczę Ci odwagi. Nie napiszę, że zazdroszczę Ci doświadczeń, bo przecież sama mam takie, na jakie mnie stać, ale jest w Tobie dużo siły, którą ja teraz chciałabym mieć, a na którą jeszcze muszę pracować :).

    Zgadzam się z tym, że nie warto zamykać się na kulturę, w której się żyje. Polonie pewnie na początku dają oparcie i w jakiś sposób zmniejszają tęsknotę za domem, ale również uważam, że lepiej przebywać wśród tubylców, chłonąć język, pozwolić sobie na odkrywanie nowego.

    Im częściej jestem w Poczdamie, tym bardziej intensywnie myślę o przeprowadzce. Nigdy nie przypuszczałabym, że niemieckie miasto będzie mnie w stanie uwieść, ale jestem tak zauroczona i tak pragnę czegoś nowego, że być może kiedyś mnie tam za zaniesie :).

    • Dziękuję Kochana! Czasem w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, że posiadamy tą siłę. Ona sama pojawia się w tych właściwych momentach :)

      Niestety ja poznałam ten rodzaj Polonii, która zamyka się do tego stopnia, że dzieci nie są przyjmowane do szkoły ze względu na brak znajomości języka, który obowiązuje w danym kraju…

      Poczdam brzmi interesująco! :) Koniecznie muszę się kiedyś wybrać w te rejony.

  • Mieszkałam 4 miesiące w Irlandii i muszę przyznać, że ten wyjazd baaardzo wiele mi dał. Poznawanie nowych ludzi, zwłaszcza nieco odmiennych kulturowo znacznie poszerza horyzonty! W moim odczuciu to taki przyspieszony kurs dorosłości.

    • O tak :) Zdecydowanie najczęściej musimy nauczyć się wielu rzeczy w jak najkrótszym czasie. To zupełnie zmienia perspektywę i podejście do takich pojęć jak ‚zaradność’ i ‚samodzielność’.

  • Uwielbiam podróże i staram się wyjeżdżać jak najczęściej :)

  • Niestety nam, Polaczkom, wyjazdy zagranicę kojarzą się z pracą i tzw. dorobkiem. Dla niektórych jest to sposób na życie, a dla innych – przymus. Doświadczyła tego ostatnio moja koleżanka, której mąż wyjechał do pracy. To smutne, że przez rok nie będzie widział, jak jego córka dorasta.

    • To akurat są sytuacje innej natury. Wynik wspólnie podjętych decyzji, sytuacji życiowych. Nie mnie to oceniać. Może znajdą sposób na to, by jednak mógł uczestniczyć w ich życiu. Często jest to o wiele łatwiejsze niż się wydaje.

    • To na pewno była trudna decyzja, ale jakoś nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie tak robią. Jak jest serio ciężko i nie widzi się perspektyw dla siebie w Polsce to może trzeba wyjechać całą rodziną. Mam taki przykład w Norwegii. Wyjeżdzali nie znając języka, a nawet zbyt dobrze angielskiego, mieszkają tam już 10 lat, mają 8-letnich synów bliźniaków i dali radę bez „babć i cioć” do pomocy :) Jak napisała niżej Dagmara, nie nam to oceniać, ale wydaje mi się, że na takim rozdzieleniu więcej się traci niż zyskuje…

  • Niesamowite! Ja nawet nigdy nie mieszkałam i innym mieście niż to rodzinne (nie licząc wyjazdów czysto podróżniczych), a Ty masz tyle doświadczeń z dalekich miejsc. Gratuluję Ci przede wszystkim tego władania językami! I lekko zazdroszczę, bo też w szkole nie przywiązywałam do nich większej wagi i dziś to moja pięta achillesowa. Ale już sobie obiecałam, że coś z tym zrobię, oby mój plan się udał! :)

    • Wierzę w to, że się uda!
      Naprawdę nie ma czego zazdrościć :) Mi w szkole zawsze powtarzano, że języki obce nie są moją mocną stroną. Angielskiego nauczyłam się ze względu na seriale, które nie były dostępne w polskiej wersji językowej. Hiszpański to efekt godzin spędzanych na używaniu Whatsapp ;)

  • Tez chciałabym pozbyć się tego poczucia presji i obowiązku. Mieć świadomość, że przecież nie muszę udowadniać ciężką i męcząca pracą, że zasługuje na szczęśliwe życie. Podróże i to, ile można z nich wyciągnąć dla siebie to nieustannie pozostająca w mojej głowie myśl o tym, że i ja chcę tego doświadczać :)

    • Trzymam za to kciuki! :) Rzeczywiście to wszystko pomaga zrozumieć to, jak ważne jest życie ‚tu i teraz’. Bez odkładania wszystkiego na później. Może po prostu jest to urok innej rzeczywistości, nowego miejsca, rozmaitych doświadczeń, które towarzyszą nam każdego dnia.

  • Dagmara, piękny wpis, z przyjemnością go przeczytałam i nie musisz mnie przekonywać do podróży. Marzę o dniu, w którym będę mogła oddać się tylko podróżom, wyłączyć Facebooka i zapisywać wspomnienia na karcie aparatu i w głowie. Co do Expact Life, pierwsze słyszę, chętnie bliżej zapoznam się z tematem :)

    • Bardzo dziękuję za te słowa :) Przyznam szczerze, że także skrycie marzę o takim dniu. Właściwie to o takiej podróży. Najlepiej w miejscu, w którym mogłabym swobodnie odłączyć się od świata.

      Niestety to określenie wciąż wydaje nam się egzotyczne. Do tego stopnia, że nawet nie próbowałam go tłumaczyć. Zresztą w ogóle się temu nie dziwię. Mieszkanie za granicą było postrzegane w jednoznacznych, utartych ramach emigracji zarobkowej. Może wkrótce się to zmieni :)

  • Ja planuję w przyszłym roku wybrać się do Azji, ale zobaczymy co z tego będzie. Czekam na następne części, bo takiej pozytywnej motywacji do ruszenia tyłka zdecydowanie mi potrzeba ;)

    • Dziękuję! Z pewnością pojawią się już niedługo :) Trzymam kciuki za Azję!

  • Dopiero zaczynam swoją małą przygodę ze zwiedzaniem świata i mieszkaniem za granicą. Póki co pomieszkuję 2 miesiące przez całe wakacje w Anglii, ciesząc się atmosferą międzynarodowego zespołu pracującego razem ze mną (już tydzień jestem w Polsce niestety). To coś niesamowitego, dodającego mnóstwa energii. Teraz borykam się z decyzją. Kończę studia w tym roku i chciałąbym wyjechać. Najlepiej do Tajlandii, gdzie będę mogła się osiedlić, ale jednocześnie boję się tego kroku… bo pojechałabym w ciemno, całkiem sama. Przeraża mnie to troszkę… :) Podziwiam Cię za tę odwagę!

    • Wychodzę z założenia, że każde nowości potrafią być przerażające. Nawet jeśli tyczą się przeprowadzki do sąsiedniego miasta :) Śmiało realizuj swoje marzenia! Nie wyjdzie? Trudno. Zawsze można znaleźć drogę powrotu. Wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami? Żadne słowa nie oddadzą korzyści, które możesz wtedy zyskać.

  • Nie miałam okazji wyjechać na dłużej z kraju, niż 2-tygodniowe wakacje, więc to co mówisz, jest mi trochę odległe. Jednak piszesz tak zachęcająco, że człowiek naprawdę ma ochotę to zrobić! ;)

  • Pięknie napisane :) Fajnie by było, gdyby otoczenie osób wyjeżdżających za granicę myślało podobnie, a nie tylko mówiło, że jadą żeby się bogacić. To takie niesprawiedliwe – a może chcą się uczyć, a może chcą się rozwijać, pokazywać swoje pomysły gdzie indziej, może chcą poznawać nowe osoby – jest tyle wspaniałych powodów, dla których ludzie wyjeżdżają. Nie zawsze są to pieniądze …

    • Dziękuję! Niestety trudno jest walczyć z takimi wyobrażeniami, ale z pewnością wszystkie osoby powinny mieć świadomość dostępnych opcji :)

  • Pingback: Podsumowanie … ostatnich kilku miesięcy | By Dashka()

  • Pingback: # expat life: zanim wyjedziesz >()

  • Jestem zauroczona tym wpisem. Trafia w samo sedno – dlaczego warto podróżować, a także zatrzymać się „gdzieś” na dłużej. To po prostu czyni z nas lepszego człowieka. Doświadczyłam obu tych rzeczy – bez nich nie byłabym w tak fantastycznym miejscu, w którym jestem.

    I paradoksalnie, dzięki podróżom i wyjazdom jeszcze bardziej doceniam powroty i ojczyznę.

    • Bardzo się cieszę! Niedługo też pojawi się więcej postów w tym stylu.

      Swoją drogą masz rację. Wyjazdy zmieniły moje podejście do wielu aspektów życia codziennego. Uwielbiam wracać do Polski. Doceniam wtedy każdy moment. Wiem także, że tą chwile, których nie warto psuć trywialnymi kłótniami, niewyspaniem, czy narzekaniem. Każdy dzień celebruję na swój sposób. Także tutaj. W Barcelonie. Po prostu wiem jak długą drogę musiałam przebyć, by znaleźć się tam, gdzie jestem.

      • Bardzo chętnie będę dalej czytać :)

  • Pingback: # rzeczy, które zaskoczyły mnie w Barcelonie >()

  • Marta Zysko

    Jak to się stało, że nie znałam Twojego bloga do tej pory? Gdyby nie Share Week ominęłoby mnie tyle piękna! Jestem nim zauroczona, rzadko śledzę blogi „modowe”, ale ten porusza wszystkiego po trochu, no i ta Barcelona w tle! – Od lipca zeszłego roku znów mieszkam w Barnie i zostanę już tutaj na stałe sądzę. Pierwszy raz przyjechałam tutaj na kilka dni, kiedy miałam 17 lat i, jak to znasz z własnego doświadczenia, po prostu „wpadłam”. Z Barcelony rzadko kiedy da się wyleczyć. Potem był Erasmus i potem przeprowadzka po ukończeniu studiów w 2010 roku. Jesienią 2012 znów Polska, trochę z namowy rodzinki, trochę ze zdrowego rozsądku. 2 lata i 8 miesięcy w Polsce, kiedy życia sobie nie ułożyłam, było mi dziwnie, szaro, dziwni ludzie, dziwne układy w pracy, brak standardów, do których przywykłam w wielkim mieście (brak takich miast!), na końcu dziwna ja. Nie lubię siebie takiej, przygaszonej i szarej. Kilka wydarzeń w byłej pracy pomogło mi podjąć decyzję o powrocie. Skoro od zawsze to było moim marzeniem a na studiach uczyłam się katalońskiego, dlaczego nie? – No i jestem. I wciąż zdarzają mi się momenty szczęścia, że się odważyłam, że nie zaprzepaściłam mojego marzenia z powodu innych ludzi czy przeciwności losu. A po świętach Wielkanocnych spędzonych w Polsce wracam i widzę WIOSNA na wszystkich rogach Barcelony :) Jestem na lekkim, wiosennym haju, w dodatku dziś trafiłam na Twojego bloga. Czego chcieć dziś więcej? :D Pozdrawiam i trzymam kciuki!

  • Pingback: expat life przeprowadzka za granicę()

  • Pingback: # jak tanio podróżować >()

  • Pingback: # Wiedeń w jeden dzień- jak zorganizować podróż >()