Barcelona

# rzeczy, które zaskoczyły mnie w Barcelonie

Moją przeprowadzka do Barcelony można uznać za kwintesencje życiowych zbiegów okoliczności (całą historię znajdziecie w tym wpisie). Od podjęcia tamtej decyzji minęły prawie dwa lata. Mogłabym w nieskończoność wymieniać zalety tej decyzji. Expat life uważam za swoje najlepsze życiowe doświadczenie, które nauczyło mnie odgrywania scen bez scenariusza. Spontanicznego kreowania swojej rzeczywistości. Niestandardowego myślenia. Samorealizacji.

To także nieustanna konfrontacja z obcą kulturą. Postanowiłam podzielić się z Wami tymi najbardziej zaskakującymi faktami dotyczącymi życia w Barcelonie. Część z nich mocno pokrywa się z hiszpańskimi zwyczajami, a niektóre spotykacie tylko i wyłącznie w Katalonii.

# moje najzimniejsze zimy spędziłam właśnie tutaj

Naprawdę! Potwierdzi to każda osoba, która spędziła choć jeden zimowy sezon w regionie śródziemnym. Tak, w Barcelonie przeważają słoneczne dni. Co nie zmienia faktu, że tutaj także temperatury spadają do zaledwie kilku stopni. Moja pierwsza reakcja? To nic w porównaniu do tych -20, których niejednokrotnie doświadczałam w Polsce!

Różnica polega na tym, że w Barcelonie (jak i w całej Hiszpanii) nie ma czym grzać! W samym mieście niewiele osób posiada centralne ogrzewanie. Farelki, piecyki na butle gazowe- to najczęściej ratuje nas z opresji. Prawie. Mieszkam w pięknym, przestronnym mieszkaniu w centrum miasta. W moim salonie temperatura spada do 13 stopni przy ponad 60% wilgotności powietrza. Po domu chodzę w dwóch swetrach, rękawiczkach i szaliku.

# kataloński, czy hiszpański?

Nie będę się rozpisywała na temat dążenia do niepodległości, ruchu niezależnych, czy ogólnie Katalonii jako niezależnego państwa. Przez cały czas pozostawiam to bez komentarza. W żaden sposób się nie angażuję. Mogę jedynie zapewnić, że turyście są mile widziani. Co więcej można mieszkać w Barcelonie bez znajomości języka katalońskiego.

Oczywiście chcąc, nie chcąc zaczynasz używać i rozpoznawać popularne zwroty. Nie mówię po katalońsku i nie planuję nauki tego języka w najbliższym czasie. Nie jestem wyjątkiem. Takich osób jest naprawdę wiele. Co nie zmienia faktu, że spotkasz Katalończyków, którzy uparcie będą zwracali się do Ciebie w tym języku. Tak, dokładnie. Ty mówisz po hiszpańsku, oni odpowiadają w dialekcie. Niekończąca się historia. Twoi znajomy, Pani w osiedlowym sklepie, współpracownicy. Z czasem można się przyzwyczaić.

# Sangria, sjesta, paella, flamenco?

To nie tutaj! To najbardziej utrwalone stereotypy wśród obcokrajowców. Jednak rzeczywiście nie wiele z nas może sobie pozwolić na sjestę. Jeśli mamy szczęście to dostaniemy godzinę na lunch. Niewielkie sklepiki rzeczywiście są zamykane w tym czasie, ale w centrum miasta wszystko pozostaje otwarte. Paella nie jest typową potrawą dla tego regionu. Zamiast tego warto skusić się na doskonały owczy ser, biały wermut w towarzystwie oliwek, wina, czy typowe tapas. Oprócz tego:

Suquet– najbardziej popularny gulasz kataloński. Mieszanka ryby, owoców morza, z dodatkiem szafranu, wina, pomidorów i ziemniaków.

Canelons a la barcelonesa – rodzaj canneloni, nadziewane wieprzowiną i kurzą wątróbką.

# uwaga na mandaty?

Nikt nie wręcza mandatów za przejście na czerwonym świetle. To właśnie w ten sposób można najłatwiej rozpoznać turystów, którzy zwykle czekają na zielone światło. Miejscowi po prostu przechodzą między samochodami. Zapach marihuany także nie zdziwi nikogo na ulicach. Picie w publicznych miejscach nie jest dozwolone, ale zdecydowanie robią to wszyscy. Najczęściej na schodach starych kościołów.

Za co można dostać mandat? Zdecydowanie za zbyt skąpy ubiór w centrum miasta! Policja skrupulatnie pilnuje tego, by topless pozostało na plaży. Dotyczy to szczególnie Panów, którzy wybierają się na spacer bez koszulek. Bezlitosne mandaty można także otrzymać za zaparkowanie samochodu w nieodpowiednim miejscu.

# gdzie Oni są wszyscy w sierpniu?

Tak się złożyło, że pierwszy sierpień spędziłam akurat w Polsce. Sierpniowe zwyczaje odkryłam dopiero w zeszłym roku, uparcie szukając otwartego sklepu w mojej dzielnicy. Wiedziałam, że jest to okres, w którym większość miasteczek/dzielnic obchodzi swoją ‚festa mayor‚. To właśnie wtedy możemy zobaczyć niesamowitą Fiesta de Gracia. Jednak to nie zmienia faktu, że w tym okresie miasta są niezwykle opustoszałe. Oczywiście poza samym turystycznym centrum Barcelony. Wiele osób znika na cały miesiąc. Najczęściej udając się do swojego rodzinnego miasteczka, czy wakacyjnych domów położonych na Costa Brava, bądź  przy granicy z Francją. Pracownicy, którzy zostają w mieście także nie mają zwykle powodów do narzekań. Średnio pracują o dwie godziny mniej każdego dnia.

# kawa w towarzystwie

Picie kawy w zaciszu swojego domu? Zdecydowanie nie! Najczęściej w osiedlowym barze- w towarzystwie chrupiącego croissanta oraz znajomych. To sprawdza się bez względu na porę dnia.

# czy to na pewno turyści?

Barcelona to międzykulturowe miasto. Tylko nieliczne dzielnice mają iście kataloński charakter. Właściwie najczęściej dotyczy to małych wiosek, ale i tam spotkamy duży emigrantów. Doskonały falafel, arabska cukiernia, szereg włoskich restauracji, argentyńskie empanadas, niewielkie sklepiki prowadzone należące do Hindusów/Pakistańczyków, chińskie sklepiki- to wszystko spotkasz na ulicach Barcelony.

# posiłki w określonych godzinach

Przyzwyczajenie się do tego kosztowało mnie najwięcej czasu. Zwykle obiad jadłam w godzinach mocno popołudniowych. Natomiast o 22 myślałam o tym, by spotkać się ze znajomymi na drinku, nie zaś na kolacji! Niestety często spotkamy się z tym, że wiele restauracji zamyka swoją kuchnię po 16. Planując jej ponowne otwarcie dopiero w godzinach nocnych.

# hola guapa!

To typowa rzecz nie tylko dla Barcelony, ale i dla całej Hiszpanii. Pewność siebie hiszpanek jest dla mnie zdumiewająca. Nikogo nie zdziwi Twój brak makijażu. Także to, że opalasz się topless po mimo widocznych niedoskonałości Twojego ciała. W niewielu miejscach obowiązuje także określony dress-code.

# (nie) typowość mieszkań

Brak ogrzewania to nie jest tak naprawdę największy problem. Wiele mieszkań w Barcelonie jest absurdalnie droga! W dodatku naprawdę niewiele możemy otrzymać w ramach tych wygórowanych cen. Często życie na przedmieściach jest pod tym względem o wiele bardziej komfortowym i tańszym rozwiązaniem. Brak okien w pokojach? Wszechobecne mrówki? Wilgoć? Małe łazienki? Brak wind? Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Zaletą natomiast są zwykle duże metraże.


Po tych dwóch latach mogę napisać, że mam naprawdę pozytywne odczucia, jeżeli chodzi o życie w Barcelonie i jej mieszkańców. To bez wątpienia jedno z najlepszych miast do życia jako expat. Wbrew stereotypom Katalończycy są naprawdę otwartymi i przyjaźnie nastawionymi osobami. Nie spotkałam się z większymi przejawami nietolerancji.

Wciąż przyzwyczajam się do naprawdę późnych spotkań towarzyskich. Rozkoszuję się obecność tylu plaż (wiecie, że powstały dopiero w 92r. na Igrzyska Olimpijskie?), gór, parków. Jednocześnie wciąż dziwiąc się, że po mimo wszystkich zabytków, atrakcji, historii- Barcelona wciąż uznawane jest przede wszystkim za miasto na dobrą imprezę.

Podzielcie się tym co Was najbardziej zaskoczyło w Barcelonie? Może macie jakieś inne doświadczenia z Hiszpańskich regionów?

 

 

You Might Also Like

  • jeszcze bardziej zachęciłaś mnie do odwiedzenia Barcelony. :)

  • Mnie również zachęciłaś do odwiedzenia Barcelony! Najbardziej zaskoczył, a nawet zaszokował mnie punkt z mandatami za skąpy ubiór i brak dodatkowego ogrzewania podczas chłodniejszych sezonów. Ciekawe! :)

    • z tym ogrzewaniem to prawda brrr! trochę tęsknię za naszym wygodnym mieszkaniem z centralnym ;)

    • Mnie także na samym początku zszokowały te mandaty. Są bardzo przewrażliwieni na punkcie Panów, którzy spacerują sobie bez koszulek. Z drugiej strony zaczynam to rozumieć :)

  • Byłam w Barcelonie i byłam zachwycona miastem! Zupełnie inne życie niż tutaj w Polsce. Nie wiem ile jest w tym prawdy, ale słyszałam, że w samej Barcelonie jest duże bezrobocie. W każdym razie wszystko co wypisałaś byłabym w stanie zaakceptować, a nawet polubić :)

    • Już kilka razy słyszałam o tym bezrobociu, ale szczerze mówiąc nie wiem, czy rzeczywiście jest w tym, aż tak wiele prawdy. Oczywiście w Barcelonie przede wszystkim znajdziesz pracę w usługach, bądź branży modowej (na poziomie sklepów). Poza tym obsługa klienta. Nie sądzę, by tutaj brakowało ofert. Odrobina cierpliwości, dobre CV i przede wszystkim języki- praca gwarantowana.

  • Niestety jeszcze nie mialam okazji odwiedzic Barcelony! To sie na pewno zmieni, jeszcze jednak nie wiem kiedy. Marzy mi sie wspolny kieliszek wermuta :)
    Bylismy za to dwa razy w Madrycie i mamy mnostwo znajomych z Hiszpanii. Co mi sie podoba to ogolny luz i bezstresowe podejscie do zycia. Pewnie to moze niektorych denerwowac (mieszkalam rok we Wloszech wiec wiem o czym mowie :D), ale ci ludzie sa po prostu szczesliwsi!

    Z tym zimnem to mnie troszke zaskoczylas. Zawsze myslalam, ze to idealna destynacja na zime, ale chyba mnie przekonalas, ze zimne mieszkanie to wcale nie taka idealna opcja.

    • Przyjeżdżajcie kiedy tylko chcecie! :)

      A teraz pewnie Ciebie zaskoczę, ale niestety w Barcelonie ten styl jest o wiele mniej widoczny na ulicach. Oczywiście towarzyskie spotkania, letnia beztroska etc. Jednak zdecydowanie żyjemy tutaj o wiele większym stresie i pośpiechu. Czasem zdarza mi się naprawdę mocno tęsknić za Madrytem :)

  • Barcelona jest piękna, byłam tam dwa razy i zawsze mi się podobało :)

  • zgadza się wszystko – począwszy od nieogrzewanych mieszkań, po kataloński wszędzie, a na późnym jedzeniu kończąc. właśnie siedzę w grubej bluzie, z wełnianymi skarpetami na stopach i czekam na gorącą herbatę, która może choć trochę mnie rozgrzeje :) ale to nic, tu jest naprawdę pięknie. to była dla nas trudna i w dodatku bardzo szybka decyzja, by się tu przenieść. nie było łatwo (nie jest nadal), zostawiliśmy kawał życia za sobą w Polsce, spakowaliśmy się w 4 walizki i jesteśmy.. :)
    w Barcelonie (w Hiszpanii w zasadzie, bo odwiedzałam ją już kilkakrotnie przed przeprowadzką tutaj) najbardziej lubię relacje międzyludzkie. coś czego nie znajdziemy na wschodzie/północy Europy – ja jedność, chęć bycia razem, życzliwość sąsiedzka czy po prostu na ulicy. jesteśmy tym totalnie zauroczeni :)
    bardzo żałuję, że większość wiosny/lata spędzę w Polsce na zleceniach. bardzo chciałam tu być w sierpniu, ale być może uda się za rok :)

    • Nie stracisz zbyt wiele, chociaż w ostatnich tygodniach rzeczywiście warto zobaczyć uliczne dekoracje z Fiesta de Gracia :) Życzliwość ludzi jest tutaj naprawdę niesamowita! :) Mam nadzieję, że Barcelona w całości spełni Wasze oczekiwania!

  • Ciekawe z tą zimą :) i w sumie nie bardzo to rozumiem, skoro w mieszkaniach ta temperatura jest tak niska to czemu nie projektuje się w nich centralnego ogrzewania?
    Barcelona to jedyne miasto, z którym na jakiś czas mogłabym zdradzić Warszawę (bo w ogóle nie ciągnie mnie do mieszkania za granicą, ale dla Barcelony na kilka miesięcy mogłabym się „poświęcić”). W razie czego będę wiedziała, aby wybierać letnie miesiące ;)

    • Oczywiście wszystko zależy od dzielnic Barcelony. Spotkasz nowe mieszkania z centralnym ogrzewaniem. Co nie oznacza, że cieszą się dużą popularnością. Większość osób wybiera dzielnice znajdujące się tuż przy centrum miasta. Tam natomiast znajdziemy bardzo stare budynki, które niezwykle ciężko jest modernizować i nie wiele osób się tego podejmuje. Poza tym ogrzewanie jest drogie. Nawet osoby, które mają ogrzewanie, zwykle używają go jedynie w nocy. Rachunki za jeden miesiąc naprawdę mogą przekroczyć wypłatę jednej osoby :)

  • Ja byłam w Barcelonie jedynie jedynie turystycznie, ale zdziwiły mnie… prostytutki stojące w bocznych uliczkach. ;)

    • To akurat typowe dla każdego większego miasta :) W Barcelonie jest to drażliwy temat, ponieważ ostatnimi miesiącami stosowali dość ostrą politykę w tym kierunku.

  • Zamarzłabym zimą, tak, jak to miało miejsce dwa lata temu w mieszkaniu, które wynajmowaliśmy w samym centrum miasta przez niespełna rok. Właściciele uznali, że zlikwidują gaz, więc ogrzewanie wody było na prąd, kuchenka na prąd… a całe mieszkanie ogrzewał maleńki elektryczny kaloryfer. Nie było niestety centralnego. Gdy za jeden miesiąc przyszło nam do zapłaty prawie 500 zł za sam prąd, uznaliśmy, że tej zimy trzeba będzie zainwestować w dużo świeczek, bo ani myślę grzać tym cholerstwem, które właściwie wcale nie ogrzewało! Mieszkanie miało prawie 4m wysokości, więc całe ciepło uciekało pod sufit a na dole mieliśmy po 14’C. Wtedy powiedziałam sobie – nigdy więcej. Od dwóch lat mieszkamy w najcieplejszym mieszkaniu na świecie i każdy kto do nas przychodzi zimą, wita nas słowami – „jaaaak ciepło!”
    A co do samej Barcelony – to moja miłość od pierwszej wizyty :)

    • Dokładnie opisałaś moje mieszkanie ;) My inwestujemy w podwójne kołdry, świeczki i wszystko inne. Rachunki za elektryczny kaloryfer to także nasza zmora. Dlatego wciąż trzymamy się tych nieszczęsnych butli na gaz :)

  • Tak czytam twój tekst i stwierdzam, że mieszkanie w Barcelonie mogłoby mi się tam spodobać. No może pomijając te nieszczególne warunki mieszkaniowe jeżeli chodzi o ogrzewanie.

    • Życie w Barcelonie jest naprawdę niesamowitym doświadczeniem! Nawet jeśli towarzyszą temu pewne niedogodności, ale bądźmy szczerzy, że nie ma miejsc perfekcyjnych :)

  • Świetny tekst! Niestety w Barcelonie byłam tylko przez tydzień, ale widok wytatuowanych ludzi skusił mnie i moją przyjaciółkę na spontaniczną pamiątkę z urlopu :) W mieszkaniu, w którym spałyśmy (stara, piękna kamienica) okna były bardzo nieszczelne, więc nietrudno sobie wyobrazić jak zimno bywa tam zimą, ale nawet to nie zmieni mojego zdania na temat tego magicznego miasta! W Barcelonie można się zakochać ;)

    • O tak, tatuaże to kolejna rzecz, o której zapomniałam tworząc ten post. Rzeczywiście ich posiadanie tutaj jest czymś zupełnie normalnym. Od małych, po dużych. „Przed Barceloną” miałam tylko jeden. Ponad trzy lata. Teraz mam cztery :) Barcelona jest zjawiskowa i zdecydowanie szybko skrada serce :)

      • martynaaleksandra

        Oo, może napiszesz coś na ich temat? Ja po powrocie z Barcelony poczułam się zainspirowana i teraz też jestem posiadaczką tatuażu haha :) Fajnie, że to jest tam normalne/akceptowane, u nas niestety jeszcze nie ;)

        • na pewno wkrótce pojawi się o nich wpis! Zwłaszcza, że planuję kolejny :)

          • martynaaleksandra

            super! w takim razie czekam :) pozdrowienia :)

  • Patrycja

    Ja od ponad 4 lat mieszkam w Katalonii. Poczatkowo tez marzlam zima w pieknym zabytkowym mieszkaniu w centrum Tarragony. Obecnie mieszkamy w nowszym bloku, nieco na obrzezach centrum, ale za to z podziemnym parkingiem, basenem i przede wszystkim cieplem! Nie mamy co prawda centralnego ogrzewania, ale w mieszkaniu nigdy nie nie wychladza. No i przede wszystkim, ta zima byla tak lagoda, ze moge zliczyc na palcach jednej dloni ile razy wlaczalismy ogrzewanie.

    Podrawiam!

    • Mieszkałam w podobnych warunkach w Ripollet. Zdecydowanie za nimi tęsknię. Jednak także za bardzo rozpieściło mnie życie w centrum Barcelony.
      Rzeczywiście tej zimy mieliśmy tylko okres jesienny ;)

  • Super, że jest Ci dobrze…to najważniejsze;)) Wyobraziłam sobie siebie w trzech swetrach…straszny zmarzluch jestem:)

  • A ja się dziwiłam, że nie mogłam znaleźć dobrej paelli w Barcelonie! Czytałam to wszystko z wypiekami na twarzy. Mnie niesamowicie fascynuje życie w innych krajach. Sama miałam okazję spędzić pół roku w Portugalii i… ja też marzłam niesamowicie!

  • Niektóre z tych rzeczy wiedziałam ale mnie również zaskoczyły kiedy się o nich dowiedziałam. Pamiętam jak podczas mojej pierwszej wizyty w Barcelonie na La Rambla o godzinie 13 podszedł do mnie jakiś typ i spytał czy nie chcę kupić marihuany. A, no i oczywiście opalanie się topless kobiet po 40 na basenie miejskim. To był hit. Ale szczerze mówiąc trochę im zazdrościłam takiej pewności siebie :)

    • Ah, to akurat norma. Zwłaszcza na La Rambi. Opalanie się topless to jeszcze nic. Normalnie osoby starsze na plaży często opalają się nago. Bez względu na porę dnia.

  • Byłam w Barcelonie zaledwie 4 dni i zdążyła skraść mi serce:) Przez te 4 dni zdążyłam zauważyć kilka z Twoich spostrzeżeń: ludzi nie przestrzegających świateł na pasach, ludzi masowo przesiadujących rano w kawiarniach na kawce i ciastku, ludzi jedzących kolacje b.późną nocą i oczywiście picie piwerka na nielegalu pod kościołami na schodach:D Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się odwiedzić Barcelonę na trochę dłużej, zazdroszczę!

    • Picie pod kościołem to już swego rodzaju tradycja! Swoją drogą charakterystyczna chyba dla całej Hiszpanii, ponieważ w Extremadurze także się z tym spotkałam :)

  • Czytam ten wpis siedząc pod kołdrą w Salerno. ;p W ciepłe dni jest w porządku, ale gdy na zewnątrz jest 16 stopni w domu nie jest cieplej. Kaloryfery są ale nasi współlokatorzy nie za bardzo chcą, żebyśmy ich używali, bo drogo, dlatego czasem robimy to trochę potajemnie. :D

    • Uf całe szczęście, że przynajmniej nie mam tego problemu właśnie będąc w Polsce i we Włoszech. O dziwo Lombardia zainwestowała dość dużo pieniędzy w systemy ogrzewania dla mieszkańców, ale w końcu to góry :) Swoją drogą tak bardzo zazdroszczę Salermo!

  • Czytam i nie moge sie przestac smiac, bo moi znajomi do tej pory nie wierza ze moja najzimniejsza zima byla w Sewilli. Spedzilam tam kilka dni w zeszlym roku, odwiedzajac znajomych i w ich mieszkaniu poprostu zamarzlam ! Gorace kapiele w nocy i cala walizka wlozona na siebie… od to jest zima w hiszpanii, i to nawet w Andaluzji – zima to zima i bez ogrzewania jest ciezko ! Na szczescie w Madrycie gdzie mieszkam mamy centralne ogrzewanie ( chociaz wylanczane o godzine 24 i wlanczane dopiero w poludnie, wiec poranki sa lodowate!)… juz prawie wiosna ! A sierpien uwielbiam wlasnie dlatego ze Madryt jest wyludniony i mozna spojkojnie chodzic po ulicach ( jak nie jest za goraco). Pozdraiwam !

    • Madryt jest przepiękny! W moim poprzednim mieszkaniu ogrzewanie centralne też miałam dość mocno dawkowane ;) Włączane było o 18, a wyłączane także o 24 :)