Beauty and Health

# jak pokochać swoje ciało

Zaskakujące jest to jak wiele z nas walczy z obrazem swojego ciała. Specjalnie nie używam tutaj określenia ‚kobiet’, ponieważ jestem pewna, że ten problem dotyczy również mężczyzn. Nasza świadomość odnośnie zdrowego odżywiania oraz aktywności fizycznej zdecydowanie się zwiększa. Niestety wraz z nią nie rośnie stopień akceptacji naszego ciała. W końcu większości z nas prościej jest wymienić te wszystkie rzeczy, za które nienawidzimy nasze ciało.

# historia mojego (nie) ciała

Osobiście także nie jestem w tym zakresie godnym wzorem do naśladowania. Jako nastolatka nie byłam zupełnie zadowolona ze swojego ciała. Przeszkadzały mi jego krągłości. Do dziś zastanawiam się, czy gdybym była smuklejsza, to teraz miałabym prostsze relacje z jedzeniem. Zdecydowanie nie. Wtedy przecież bez problemu nosiłam rozmiar 36. Co nie uchroniło mnie przed zaburzeniami odżywiania, a tym samym nadmiernym krytycyzmem dotyczącym mojego ciała.  Jedzenie lub jego brak było przyczyną nagród i kar. Sposobem na rekompensację niepowodzeń lub celebrowanie sukcesów. Miałam wiele szczęścia, ponieważ natrafiłam na cudownych ludzi, którzy pomogli mi w tej walce. Oczywiście wraz ze specjalistyczną pomocą, ponieważ do dziś wierzę w to, że jest to absolutnie jedyny sposób na wygranie z zaburzeniami odżywiania.

Od tamtej pory minęło kilka lat. Małymi krokami uczyłam się kochać własne ciało. Akceptacja siebie to jedno z największych wyzwań w moim życiu. Czasem miałam wrażenie, że już nigdy nie uda mi się tego dokonać. Odbierało mi to motywację do działania. W końcu  pewnego dnia nadszedł moment, w którym przestałam walczyć z samą sobą. Po prostu pewnego dnia. Właściwie nie tak dawno postanowiłam, że koniec z tym. Zupełnie tak jakbym podjęła decyzję o zakończeniu toksycznego związku w moim życiu. Miałam dość.

Skupiłam się na balecie. Odrzuciłam wszystkie dawne przyzwyczajenia w stylu ‚tylko białko na kolację’. Zaczęłam po prostu zdrowo się odżywiać. Postanowiłam także skończyć z mówieniem sobie negatywnych rzeczy. Skupić się na balecie oraz swoim dobrym samopoczuciu. Nie rezygnuję z tego co uwielbiam jeść. Jednocześnie zachowując trzeźwe spojrzenie. Zaskakujące pewnie będzie to, że w ten sposób osiągnęłam wagę, na której mi zależało, ale umówmy się, że to nie ma żadnego znaczenia w tej historii. Po prostu po raz pierwszy zaczęłam się czuć dobrze w swoim ciele.

# jak pokochać swoje ciało

Oczywiście walka z zaburzeniami odżywiania oraz zaburzonym postrzeganiem własnego ciała, wymaga profesjonalnej pomocy. Jednak jeśli szukasz kilka małych ćwiczeń, które stanowiłyby jej uzupełnienie lub po prostu chcesz nad sobą popracować, skorzystaj z kilku ćwiczeń której tutaj przygotowałam.

♦ skonfrontuj się z własnym wizerunkiem

W czasie najgorszy dni nie byłam wstanie nawet spojrzeć w lustro. Omijałam lub ignorowałam wszystkie swoje odbicia. Zmieniło się to pewnego dnia, gdy osoba, która wspierała mnie w procesie akceptacji mojego ciała, rzuciła mi wyzwanie. Prosząc mnie, bym dokonała konfrontacji z samą sobą.

Włączyłam kamerę i sama sobie opowiedziałam, w jaki sposób postrzegam własne ciało. To mnie przerażało. Nie samo mówienie o tym, lecz obejrzenie efektu. W końcu jeśli odbicie napawało mnie tak negatywnymi myślami, to jak w ogóle mogłabym spojrzeć na to nagranie? Okazało się, że moje wyobrażenia okazały się dużo gorsze niż rzeczywistość.

Co więcej to właśnie ta perspektywa pozwoliła mi odkryć kilka rzeczy, które do tamtej pory pozostawały dla mnie nieznane. Zwróciłam uwagę na to, że moja sylwetka wcale nie wygląda źle. Nie zdawałam sobie sprawy, że posiadam nawyk odgarniania włosów za ucho. Zaskoczyło mnie to, że spodobał mi się sposób w jaki zwykle gestykuluję.

Dokładnie się sobie przyjrzałam i zrobiłam drugie podejście. Ubrałam ulubione dżinsy, zrezygnowałam z makijażu, rozpuściłam włosy i usiadłam w promieniach słońca. Następnie zaczęłam wymieniać te wszystkie rzeczy, które lubię w samej sobie. Niezwykle mnie to podbudowało i okazało się to dużo prostsze niż myślałam.

→ W dniu dzisiejszym ta lista jest znacznie dłuższa. Największym sukcesem jest dla mnie to, że mogę wymienić wszystko to, co lubię w swoim ciele i nie sprawia mi to absolutnie żadnych problemów. Nie potrzebuję większej chwili do namysłu. Polecam to ćwiczenie każdemu i spojrzenie na siebie zupełnie z innej perspektywy.

♦ zacznij pisać

15 minut pisania raz w tygodniu to naprawdę niewiele. Zwłaszcza  w stosunku do korzyści, które otrzymujemy w zamian. To ćwiczenie pozwala nam nabrać dystansu, zrozumieć wiele sytuacji, bądź znaleźć niezbędne rozwiązania.

Zadanie jest stosunkowo proste: przywołaj swojego wewnętrznego krytyka– mam na myśli ten głos, który twierdzi, że nie powinniśmy założyć ulubionych spodni, ponieważ nas pogrubiają. Krytyka, który oburza się w sytuacji, w której zamawiamy deser. Zarzucając nam nieatrakcyjność.

Teraz przekaż długopis swojemu wewnętrznemu przyjacielowi: na pewno takiego posiadasz. Nawet, jeśli nie jesteś  tego świadom. To ten głos, który dodaje Tobie otuchy. Przywołuje miłe wspomnienia, zachęca do działa. To właśnie najmilsza część Ciebie. Zrób to samo, ale w odwrotną stronę. W sytuacji, w której krytyk napisał „Nie możesz jeść pizzy, bo zawalisz cały tydzień diety”, najlepszy przyjaciel mógłby napisać „Na co dzień odżywiasz się zdrowo, nic się nie stanie jeżeli od czasu, do czasu pozwolisz sobie na pizzę”.

→ Oddanie głosu obu tym skrajnością może nam pomóc w odnalezieniu tzw. ‚złotego środka’. Zdefiniować to, co właściwie myślimy na nasz temat. Może gdzieś pomiędzy tym ‚złym’ i ‚dobrym’ głosem, kryje się zupełnie inne spojrzenie?

♦ day off

Od jakiegoś czasu wybieram sobie dzień, w którym nie robię żadnych planów. Zaparzam kawę, idę na długi spacer. Czasem wybieram plażę. Innym razem po prostu spędzam cały dzień z Netflixem i kubkiem gorącej herbaty. Taki dzień pozwala mi się zrelaksować. Wsłuchać się w potrzeby mojego ciała. Robienie rzeczy, które sprawiają mi przyjemność, sprawiło, że zaczęłam lepiej komunikować się z samą sobą.

Jaki ma to związek z akceptacją naszego ciała?

Wbrew pozorom dość spory. Najczęściej problemy, które wiążą się z akceptacją lub nawykami żywieniowymi, są efektem braku umiejętności rozpoznawania naszych potrzeb. Chociażby często jemy nie dlatego, że odczuwamy rzeczywisty głód, lecz w efekcie nudy, smutku, złości, czy radości.

→ Poświęć sobie jeden dzień, w który spędzisz robiąc rzeczy, na które w danej chwili masz ochotę. To ćwiczenia również pozwala nam dostrzec różnicę między tym co właściwie chcę zrobić, a co powinnam zrobić.

 

♦ rozmawiaj

Wszystkie poprzednie kroki można zrealizować samemu. Jednak wykonując to ćwiczenie musimy nauczyć się prosić o pomoc. Rozmawiać z innymi o naszych odczuciach. Często dzieje się tak, że wszystkie negatywne myśli na temat naszego ciała skrywamy wewnątrz nas. Niczym mały, brudny sekret. Oczywiście jest to na swój sposób logiczne. Pragniemy, by inni traktowali nas w sposób racjonalny. Poza tym często nadmierna koncentracja na własnym ciele odbierana jest jako próżność. To nie zmienia faktu, że warto otworzyć się na innych. Nie jesteśmy sami z tym problemem. Prawdopodobnie nasza przyjaciółka już od dawna chciała poruszyć ten temat. Rozmawiajmy o naszych wzlotach, upadkach, relacjach ze swoim ciałem i jedzeniem. Nie trzeba zmagać się z zaburzeniami odżywiania, by zyskać prawo do otwartego poruszania tych tematów. W rzeczywistości, trzeba o tym mówić nie tylko dla siebie, ale także dla innych kobiet. Rozmawiajmy z przyjaciółmi o obrazie ciała prosząc o ich własne doświadczenia. Uświadomienie sobie, że nie jesteśmy z tym samymi jest kluczowym krokiem do osiągnięcia zmiany. 


Przede wszystkim traktuj swoje ciało z szacunkiem. Nie krytykuj. Pamiętaj, że nikt z nas nie jest doskonały. Znajdź w swoim wyglądzie te rzeczy, które się Tobie podobają i skup się na nich. Najważniejsze jest to, by Twoje ciało było silne i zdrowe. Dbaj o siebie. Nie katuj się nowymi dietami, czy źle dobranymi ćwiczeniami. Odżywiaj się rozsądnie i zdrowo. Znajdź aktywność fizyczną, która sprawi Tobie przyjemność. To wszystko sprawi, że krok po kroku zaakceptujesz swoje ciało.

Jesteście gotowi na pokochanie swojego ciała? Mam nadzieję, że podzielicie się swoimi doświadczeniami!

 

You Might Also Like

  • myślę, że ten problem jest bliski większości, jak nie każdej (!) osobie w pewnym momencie życia. Żyjemy w czasach, ktore wymagaja od nas perfekcjonizmu i smukłej talii, media bombardują nas obrazami cudownych modelek, nic dziwnego, ze z czasem coraz trudniej nam patrzeć w lustro.
    Moje zle doswiadczenia z jedzeniem i obrazem wlasnego ciała zaczęły się od sportu, w którego wpisana była ciągla kontrola wlasnej wagi. Taka polityka zdecydowanie zle wplywa na obraz wlasnego ciala u mlodej osoby. Gdzies po drodze stracilam kontrolę. Co prawda, nigdy nie siegnelam po prefesjonalna pomoc, raczej sama musialam dojsc do pewnych wnioskow – do akceptacji i blokowanie zlych mysli. W pewnym momencie powiedzialam stop – sama sobie, z droba pomoca osoby, ktorej moglam sie wygadac i zmianie otoczenia. To dzis uwazam za swoj wielki sukces.
    I powtarzam – nie znosze swiata, ktory w ten sposob doswiadcza kazdą z nas…

    • Gratulacje! Szczerze mówiąc także nigdy nie potrafiłam zrozumieć środowisk sportowych, które już w tak rygorystycznym stopniu kontrolują sylwetkę młodych sportowców. Umówmy się w wieku dojrzewania nic nie jest pewne, a zdecydowanie jest to okres, w którym można wpisać negatywny wizerunek naszego ciała.

  • Moje trzy grosze są takie: szerzyć zdrową świadomość różnic genetycznych. Zdrową tj. nie sprawiającą, że ludzie zaczną odpuszczać twierdząc „mam złe geny”, ale taką, gdzie będa świadomi, że pewne sylwetki są POZA ICH ZASIĘGIEM.

    Po prostu.

    Jestem ofiarą niepewności siebie i przez lata wypracowałem klatę i kaloryfer, ale mam szczeście. Moj dobry kumpel chocby nie wiem co robil kaloryfera miec nie bedzie, taki ma brzuch i juz. Coraz mniej rzeczy budzi we mnie agresje, ale jedna z nich niedomiennie sa porady obdarzonych fenomenalna figura i tylkiem fitnessek, ktore udzielaja rad laskom o figurze gruszki i plaskiej pupe. Laski sie katuja i wpierniczaja cale zycie selery, a ich mentorki w tym czasie konsumuja karton makaronikow a potem leca na silke robic wcale-nie-az-tak-ciezki-trenining do ktorego w dodatku motywuja je spojrzenia sliniacych sie samcow.

    Howgh!

    • To naprawdę ważne i jak najbardziej należy o tym mówić! Dla mnie świetnym przykładem jest Misty Copeland. Nie, nie dlatego, że jest czarnoskóra. Tylko dlatego, że ma niesamowicie atletyczny typ budowy ciała. Żadne ćwiczenia baletowe nie były w stanie tego zmienić. Znacznie odchodzi od kanonu sylwetki typowej baletnicy i jakoś z tym żyje! Praca to jedno, ale katowanie się na rzecz sylwetki, której nie będziemy w stanie osiągnąć to zupełnie inna kwestia. Swoją drogą te geny to ciekawa rzecz. Ja w tej kwestii zupełnie nie wdałam się w rodziców. Jestem wyższa i drobniejsza. Dokładnie taka jak… moja babcia ;)

  • Aleź mi się podoba ten tekst. Te techniki, o których napisałaś, przydają się nie tylko do pokochania własnego ciała, ale w ogóle siebie. Super!
    Fakt, że kochanie i akceptowanie siebie nie ma tak naprawę wiele wspólnego z wyglądem. To raczej kwestia siedzących w nas błędnych przekonań, postrzegania siebie tak a nie inaczej. Świata, który serwuje nam różne kanony i szablony, w których dziwnym trafem nikt z nas się nie mieści. Jak to dobrze puścić to wszystko :)

    • Dziękuję! Naprawdę mam nadzieję, że te techniki sprawdzą się także u Ciebie :) Rzeczywiście czasem najważniejszym krokiem jest zmiana perspektywy. U mnie po części był to także efekt chęci celebrowania codzienności. Wydawało mi się dużym nieporozumieniem odmowa wieczornego wyjścia z przyjaciółmi na prawdziwą hiszpańską biesiadę tylko dlatego, że jestem niezadowolona ze swojego ciała. A także próbowania nowych smakołyków podczas licznych wyjazdów. Z czasem zaczęło to po prostu tracić na znaczeniu.

  • Punkt day off jest, według mnie, szczególnie ważny. Miałam bardzo podobną do Ciebie historię i równie podobny dzień w tygodniu. Z tym, że dla mnie chodziło o coś innego. Wiele osób z podobnymi epizodami, nie lubi siebie nie tylko z zewnątrz. Ten moment, kiedy wychodziłam sama, wsłuchiwałam się we własne kroki, pulsujące ciepło krwi, przede wszystkim w niezmąconą ciszę, która wręcz kazała, zmuszała do bycia samemu z sobą. Na początku czułam się, jak ktoś, kto za karę musi spacerować z wrogiem. Z tygodnia na tydzień było tylko lepiej. Nawet teraz, często spaceruję, z nawyku. Dobrze mi się to kojarzy ;)

    • Bardzo mi miło, że się z tym dzielisz! Ja także na początku czułam się naprawdę nieswojo podczas ‚tych dni’. Z czasem po prostu oswoiłam tego rodzaju samotność i naprawdę ją polubiłam. Właściwie to do tego stopnia, że naprawdę często spędzam czas po prostu z samą sobą.

  • Piękny i wartościowy tekst i bardzo ważne rady.
    Raz w życiu zmieściłam się w rozmiar 36 i tylko dlatego, że byłam na głodówce. Do tej pory żałuje tego, bo mój organizm mocno mnie za to ukarał. Pomimo tego, że nie noszę wymarzonego rozmiaru kocham siebie i swoje ciało. Czasem nie potrafię sobie wyobrazić, jak to możliwe, że dziewczyny o idealnych, modelkowych niemal figurach widzą tylko swoje mankamenty. Zawsze wściekam się, gdy widzę jak ktoś próbuje wmówić innym, że żeby być szczęśliwym trzeba mieć idealne ciało. Tak nie jest, ale wiele osób daje sobie zrobić takie pranie mózgu i później patrzą w lustro nieszczęśliwi.
    Nikt nie jest idealny i choć warto pracować nad sobą, to najważniejsze zaakceptować siebie jako całość.

    • Niestety, ale podejście w stylu ‚będę szczęśliwa, gdy w końcu uda mi się schudnąć’ jest naprawdę przykrym zjawiskiem. W końcu życie słynie ze swojej nieprzewidywalności. Nie warto odkładać celebrowania codzienności na bok tylko dlatego, że nie osiągnęłyśmy ‚tego’ rozmiaru. Naprawdę wiele kobiet powinno brać z Ciebie przykład!

  • Super, że się dzielisz takimi przemyśleniami. Tych dni off bardzo nam dzisiaj brakuje i często trudno to zmienić. A to są piękne momenty dla bycia z samym sobą i też własnym ciałem.

    Współczesne czasy są lekko paradoksalne, myślę sobie. Bo z jednej strony, bombardujące zewsząd zdjęcia sfotoszopowanych i wyidealizowanych kobiecych ciał. A z drugiej, coraz bardziej rosnąca w siłę grupa „normalnych” osób blogujących, vlogujących czy pokazujących normalność bez skrępowania, w sieci oraz social mediach. Grunt, żeby każdy znalazł swój „odpowiednik” czy wzór.

    Najtrudniej jest młodym osobom, bo siłą rzeczy nie mają jeszcze tego dystansu. I często są kruche psychicznie. Obserwuję mojego syna i jego rówieśników w szoku, jak szybko dochodzą do momentu, do którego moje pokolenie dochodziło latami. We wczesnej szkole podstawowej rodzą się podziały na liderów, gwiazdy i inne przyklejane łatki. Szkoła ciągle nie uczy tolerancji innych i też samego siebie. Rola rodzica i domu jest w tym momencie nieoceniona. Budowanie zdrowej pewności siebie od najmłodszych lat jest jednak podstawą.

    • To naprawdę ważne, by rodzice pomagali nam budować zdrowe podejście do naszego ciała. W końcu to dość duża odpowiedzialność. Kiedyś prowadziłam badania na ten temat i wyniki były fatalne. W większości dziecko uczy się od rodziców zajadania emocji, a nie ich wyrażania. A brak zrozumienia tego, co się dzieje w szkołach zupełnie nie pomaga. Dlatego Twój syn ma naprawdę wiele szczęścia, że ma tak świetną mamę! A do tych day off jak najbardziej zachęcam :)

  • Swego czasu miałam OGROMNE problemy z zaakceptowaniem siebie. Lato, ponad 30 stopni, a ja chodzę w długich spodniach, bo wstydzę się swoich nóg… Koszmar. Teraz widzę, jak bardzo głupie to było, ale z drugiej strony doskonale rozumiem te wszystkie dziewczyny, które teraz mają mnóstwo kompleksów. Całe szczęście, że gdy mam jakikolwiek wpływ na ich światopogląd, to opowiadam im swoją historię niekochania siebie i… czasami naprawdę działa. Ja chyba wyrosłam z kompleksów i teraz coraz mniej się siebie wstydzę. :) Zaakceptowałam swój „nieidealizm” i po prostu żyję sobie tak, jak chcę – szczęśliwie. :)

    • Gratulacje! Osiągnęłaś właściwie to, do czego czasem ludzie dążą całe swoje życie :) Najbardziej niesamowite jest to jak łatwo jest zmienić jakość naszego życia, gdy po prostu wybierzemy bycie szczęśliwym.

  • Zaskakujące jest to, jak wiele osób ma zaburzenia odżywiania i problemy z akceptacją własnego ciała (i nie tylko ciała). Coraz częściej czytam takie historie na blogach. U mnie z ciałem nigdy nie było problemu, zawsze natomiast miałam kompleksy na punkcie swojej cery. Kiedy udało mi się wyleczyć trądzik (a raczej – chwilowo wyleczyć, bo teraz terapię muszę powtarzać), wygląd zszedł na dalszy plan. Zaczęłam się baczniej przyglądać swojej osobowości i złościć się na to jaka jestem albo nie jestem. Introwertyczna, nieśmiała, za mało mądra, za mało zabawna… Zwariować można, naprawdę. Dopiero teraz jestem na dobrej drodze i mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością. Dopiero teraz otwarcie mówię, że kocham siebie, ale długo zajęło mi dojście do takiego wniosku. I nadal nad tym pracuję.

    Świetne ćwiczenia. To z kamerą na pewno wymaga odwagi, ale musi być świetną terapią. Poza tym, na mnie zawsze dobrze wpływało pisanie, więc ten punkt też mi się spodobał :)

    • Myślę, że takich osób jest o wiele więcej niż myślimy! Zwłaszcza, że mamy dość stereotypowe podejście do zaburzeń odżywiania. Często zapominając, że to nie tylko anoreksja, czy bulimia. To także mieszane zaburzenia odżywiania. Niestety niezauważalne, bądź zwykle bagatelizowane przez otoczenie. Nie wspominając już o ogólnym podejściu do jedzenia. Trzymam kciuki za wszystko i naprawdę ciesze się, że zdecydowałaś się po prostu kochać siebie :)

  • Pingback: Mix wrześniowy – Veganama()

  • Pingback: Słonecznik #5: Słońce na śniegu - Witaj Słońce()

  • Pingback: dobrowolna prostota- jak żyć prościej i świadomiej w stylu slow life()

  • Myślę, że większość osób ma problemy z akceptacją siebie, na wielu różnych poziomach. Sama kiedyś po prostu bardzo niewiele jadłam. To nie była świadoma decyzja, ja po prostu nie lubiłam jedzenia. Moje BMI było na granicy normy, ale nigdy nie pomyślałam, że to mogły być zaburzenia odżywiania na tle braku akceptacji siebie. Teraz myślę, że chyba właśnie tak było… Zmiana nastąpiła, kiedy poszłam na studia. Sama z siebie. Ale za nią stała też akceptacja mnie przez grupę. Zaskakujące, ile dzieje się z nami na zupełnie nieświadomym poziomie.