Daily round

# dobrowolna prostota

Smile, breath and go slowly- Thích Nhất Hạnh

Moje intensywne zmiany życiowe przyniosły jeden, bardzo intensywny skutek. Sprawiły, że na nowo zaczęłam doceniać niematerialne wartości. Skupiając się na emocjach, przeżyciach oraz nowych doświadczeniach.

# dobrowolna prostota

Nadmiar posiadanych rzeczy oraz nieustanne podążanie za chwilowymi trendami stał się dla mnie męczący. Nie potrafiłam odnaleźć w tym sensu. To wszystko sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać jak bardzo ograniczałam samą siebie. Tkwiąc w przekonaniu, że wartości materialne w jakikolwiek sposób odmienią moje życie. Wierząc, że sukienka doda mi pewności siebie, a białe wnętrze z nowymi meblami sprawi, że będę czuła się spokojniej. Nie jestem minimalistką i nigdy nią nie będę. Ulegam kaprysom. Lubię ładne rzeczy. Często gromadzę je tylko po to, by zdjęcia na Instagramie nabrały określonego charakteru. Wierzę jednak w to, że im prościej, tym lepiej.

Ta zasada dotyczy większości aspektów mojego życia. Śmiało mogłabym napisać, że osiągnęłam swoistą równowagę, która naprawdę mi odpowiada. Postanowiłam być najlepszą wersją siebie. Jednocześnie raz na zawsze pożegnałam się z presją.

Dobrowolna prostota to moje remedium na nieustanny pośpiech, który współcześnie nas otacza. To cieszenie się z podróży. Akceptacja swojego ciała. Moje codzienne rytuały, szczególnie te poranne. Możliwość uczenia się dla samej siebie. To także identyfikacja stylu. Uproszczenie garderoby sprawiło, że nareszcie odetchnęłam. Nie wierzę, że dawniej pozwalałam na to, by ilość rzeczy mnie przytłaczała. Modowy detoks niezwykle pozytywnie wpłynął na moją codzienność. Z pewnością zmieniło się także moje podejście do odżywiania. Nie lubię skrajności, ale postanowiłam dokonywać zdrowych wyborów. Kierując się zdrowym egoizmem odkryłam, że mogę w większym stopniu skupiać się na rzeczach, które po prostu sprawiają mi radość.

# jak zacząć żyć prościej i świadomiej?

Nie wiem, czy uniwersalne mniej mniej, gdy chcesz więcej, sprawdza się we wszystkich sytuacjach. Niemniej jestem pewna, że istnieje kilka kroków, które pozwala nam się skupić na naszych potrzebach.

poznaj swoje priorytety

Pomyśl o trzech, sześciu rzeczach, które są dla Ciebie najważniejsze. Nie odpowiadaj szablonowo- zdrowie, miłość, szacunek, bezpieczeństwo. To ogólne wartości, które warto sprecyzować. Nie ma nic złego w tym, że na pierwszym miejscu chcesz postawić karierę. Może ustatkowanie się nie jest dla Ciebie ważne, bo resztę życia zamierzasz spędzić podróżując po świecie. Ważne jest, byśmy byli tego świadomi.

kupuj mniej

Kupuj mniej rzeczy, które sprawiają, że czujesz się źle. Tak najczęściej się dzieje, gdy kupujemy pod wpływem impulsu. Jeśli lubisz się otaczać ładnymi przedmiotami, nie musisz się ich pozbywać. Nie rezygnuj ze swoje pasji, by zyskać więcej przestrzeni. Nie wtedy, gdy przynosi Tobie to radość i satysfakcję. Inną sprawą jest bezmyślnie nabywanie nowych rzeczy, które sprawia, że czujemy się winni. Szafa niepotrzebnych ubrań potrafi przytłaczać. Tak samo jak niezliczone ilości zakurzonych kosmetyków, czy dodatki, które upchnęliśmy w szafkach nieużywanych mebli.

⇒ ogranicz napływ informacji

Ogranicz w miarę możliwości liczbę bodźców, która do Ciebie napływa. Skrupulatnie staram się wybierać treści, które czytam. Nie jest to łatwe. W końcu bycie blogerem w dużej mierze polega na poszukiwaniu informacji. Zwłaszcza, gdy aspirujemy do bycia tastemakerem. Tematy nie pojawiają się znikąd. To czasem efekt kilkudniowych poszukiwań. Mimo wszystko można znaleźć w tym wszystkim równowagę. Świetnie ujęła ten temat Alabasterfox, poruszając temat grzecznościowych polubień.

pielęgnuj swój umysł

Uwielbiam seriale. Najbardziej te, które pozwalają mi się zrelaksować. Jednak regularnie staram się zapewnić sobie kontakt z kulturą. Muzeum, teatr, piękne ogrody, wystawy, filmy dokumentalne. To wszystko inspiruje. Jednocześnie pozwalając nabyć dystansu i perspektyw.

skup się na tym czego pragniesz

Nie pozwól sobie na tkwienie w impasie. Odrzucając swoje pragnienia tylko po to, by zadowolić innych. Zastanów się czego tak naprawdę chcesz. Jakie życie chciałbyś prowadzić. Nie daj sobie wmówić, że jest za późno. To zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

dobrowolna prostota- odejście od nadmiernej kontroli

 Nie kontrolujmy za wszelką cenę każdego dnia. Nie mam tu na myśli odejścia od naszych codziennych rytuałów, czy rezygnacji z dobrze funkcjonujących systemów, które pozwalają nam się zorganizować. Mowa tu o kontroli, która powoduje, że narasta w nas poczucie frustracji, złość oraz szereg innych negatywnych uczuć. Oczywiście uniemożliwiając nam czerpanie radości z dnia codziennego. W przeszłości niejednokrotnie przekreślałam cały dzień z powodu nieudanego poranka. Złośliwości rzeczy martwych oraz wielu innych losowych niespodzianek. Tylko, że one zwykle trwają niewielką chwilę. To tak naprawdę nic w porównaniu do każdej godziny, z której składa się doba. Są rzeczy, na które nigdy nie będziemy mieli bezpośredniego wpływu.


Nie musisz żyć w sposób, którzy narzucają nam inne osoby. Nie musisz być doskonały. Po prostu zacznij żyć życiem, które pozwoli Tobie na cieszenie się każdym dniem. Zamiast starania się o to, by Twoje działania zadowoliły inne osoby, skup się na swoich potrzebach. Na tych wszystkich rzeczach, które sprawiają, że to właśnie ten dzień będzie warty zapamiętania. Zacznij żyć własnym życiem. Starając się celebrować nawet te najmniejsze, (nie) zwyczajne chwile.

Jestem ciekawa, w jaki sposób postrzegacie celebrowanie codzienności? Koniecznie podzielcie się swoimi pomysłami i przemyśleniami

You Might Also Like

  • Ja dopiero uczę się celebrowania codzienności. W zasadzie dopiero dzięki blogom odkrywałam ten świat. Wcześniej, był dla mnie zupełnie obcy.

  • Ostatnio mam coraz więcej trudności w celebrowaniu codzienności. Wynika to przede wszystkim z trybu życia, który narzuciłam sobie w tym roku – praca po pracy i nękanie się myślami o magisterce wiszącej nad głową. Wciąż nie mam ustabilizowanego życia i to nie pozwala mi się wyrwać z ciągłego pośpiechu i przeczucia, że nic nie stoi na swoim miejscu. Aj, dużo pracy przede mną w tym zakresie :)

    • Mam to samo. Miałam półroczną przerwę w studiowaniu, pracowałam na etacie i wtedy jakoś wszystko było prostsze. Teraz zaczęłam studia i wszystko mi się pogmatwało, pomieszało i wywróciło do góry nogami. Niby to tylko parę godzin zajęć w tygodniu więcej, ale dawno się tak nie nabiegałam. Muszę to sobie jakoś ustabilizować :) Trzymam kciuki, żeby się nam udało! :D

  • Nie wiem czy czytałaś – jeśli nie, to bardzo zachęcam do „Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce” – fantastycznie rozwija aspekty, które poruszyłaś!

  • Sama łapię się na paradoksach mojego postępowania i współczesnego życia. Z jednej strony, bliskie jest mi wiele zasad slow life, dystansu i priorytetów. A z drugiej, często popadam w tę samonakręcającą się spiralę napływu informacji, nowych bodźców, inspiracji etc.
    Często zastanawiam się, na ile właśnie osoby promujące slow life w blogosferze, mediach społecznościowych, publikacjach same są wierne swoim ideałom? Mam trochę wrażenie, że jedno wyklucza drugie bardzo często. Nie można być off- i online jednocześnie, niestety ;)
    Szkoda, bo samej by mi się to przydało :)

  • Przepiękny tekst i tyle ważnych rad. Ja podobnie jak ty, nigdy nie będę minimalistką, bo uwielbiam piękne rzeczy. Czasem łapię się na tym, że na raz za dużo bym chciała. Z jednej strony te materialne rzeczy kuszą, a z drugiej są te wartościowe, rozwijające i muszę się hamować, żeby nie zwariować. Już dawno ograniczyłam przeglądanie newsów (najważniejsze wydarzenia ze świata dostaję jako powiadomienie w telefonie, a bez plotek i awantur obywam się bez problemu) i wyrzuciłam oglądanie zabijaczy czasu. Jakoś tak łatwiej mi utrzymać wewnętrzną równowagę, choć jednak teraz tak sobie myślę, że przez nadmierne dążenie do celu (i może odrobinę pracoholizm) gdzieś zgubiłam czas na odpoczynek. To chyba muszę u siebie poprawić.

  • Ostatnie akapity są takie ważne ;) Mnie dopada czasami frustracja, że nie jestem idealna.